Gee Vaucher wygodnie ulokowała się w Nowym Jorku. „Myślałam, że to będzie tylko kilka miesięcy, ale zrobiło się z tego kilka lat”. Zamieszkała u przyjaciół. „Miałam dwadzieścia funtów w kieszeni i plastikową torbę pełną starych rzeczy”. W biegu się urządziła: „Miałam szczęście – trafiłam do Nowego Jorku we właściwym czasie. Poszłam do New York Times i od razu dostałam pracę”. W mgnieniu oka wyrobiła sobie nazwisko. „Zrobiłam okładkę tygodnika New York itd. Byłam postrzegana jako artystka polityczna zatem dostawałam same świetne tematy, od mafii po nazizm i Watergate”.
„Punk” w swej początkowej amerykańskiej postaci właśnie pojawiał się w Nowym Jorku, zwłaszcza w klubie CBGBs. „Mieszkałam tuż za rogiem”, mówi Gee, „chodziłam tam co wieczór. Patti Smith, RAMONES, Debbie Harry – wszyscy tam występowali. No i chodziłam tam cały czas. Miałam świetny sposób na wchodzenie za friko i dostawanie za friko piwa!” chichocze Gee. „To było wówczas świetne miejsce”.
Wspomina też spotkanie z SEX PISTOLS w tym czasie. „Pamiętam jak spotkałam Johnny Rottena przed klubem pewnego wieczoru – totalnie nawalonego. Był jak wrak człowieka, sam, przed CBGBs. Jakieś panny go napastowały, okropne”. Gee go pozbierała i odstawiła pod jego adres na Houston Avenue „Te dziewczyny dotrzymywały nam kroku i pomyślałam, że go zmaltretują w jego stanie. Wyglądał na takiego bezradnego i drobnego. No i zabrałam go do jego mieszkania i ułożyłam w łóżku. A dziewczyny wciąż chciały go poderwać.” No i Gee postanowiła go popilnować dopóki nie wyjdą. „Potem napisałam parę zdań i włożyłam mu do kurtki, że gdyby potrzebował pomocy ma zadzwonić. Nigdy się nie odezwał – pewnie pomyślał, że byłam kolejną pieprzoną zdzirą”.
Wróćmy do Anglii, Penny Rimbaud zajął się ostrym piciem i rozprawianiem o sile chrześcijaństwa. Nadzwyczaj prawdopodobne jest, że nie pozostawało to bez związku ze śmiercią Wally'ego Hope, którego połowa życia minęła na żywych rozprawach o Jezusie. „Miał hopla na punkcie Jezusa jako proroka, ale nie był chrześcijaninem. Słońce było jego bogiem. Był oczywiście bardzo przywiązany do ideologii i moralności chrześcijańskiej, ale pozmieniał role wszystkich postaci i mitów chrześcijaństwa oraz przełożył je na własne słowa”.
„Strasznie mnie wkurzało, że dokładnie jak w micie Chrystusa – Chrystus mógł, siedząc w ogrodzie oliwnym i widząc swoich oprawców pojawiających się na wzgórzu, dać nogę. Podobnie Wally. Zrobił z siebie męczennika. Miał wyjście, przez cały czas od pierwszego aresztowania, aż do czasu gdy został zabity... mógł się z tego wywinąć. Ale tego nie zrobił. Wkroczył na tą ścieżkę autodestrukcji, którą wybrał Chrystus.”
„Nigdy nie byłem szczęśliwy z chrześcijaństwem odkąd byłem dzieckiem. Ale to rzeczywiście mogło mi wtedy wpaść do głowy – w zachowaniu Wally'ego rozpoznałem tą samą głupotę, którą odbierałem w historii Chrystusa.”
Podczas gdy SEX PISTOLS wywoływali pomniejsze eksplozje na scenie muzycznej londyńskiego centrum, a prasa muzyczna budziła się w potrzebie czegoś nowego, na przedmieściach Epping Penny Rimbaud zaczął pracować nad broszurą „Reality Asylum” (Azyl rzeczywistości).
Pewnego dnia siedział w kuchni z Davem Kingiem, który mieszkał tam jeszcze w tym czasie, podczas jednego ze swych częstych napadów wielkiego picia i zaczął wywód na temat tego jak chrześcijaństwo jest ze swej natury wplecione we wszystko, w co nauczono go wierzyć. „Coraz bardziej mnie to wciągało, zanurzałem się w tym, krzyczałem, darłem się, prawdziwe katharsis. Kiedy się uspokoiłem, Dave stwierdził 'Powinieneś to spisać', no i to właśnie zrobiłem.”
„Christ's Reality Asylum” (Azyl rzeczywistości Chrystusa) zajął Penowi około dwóch tygodni, pisząc „napierdalał z głowy” rano i drukował codzienny efekt wieczorem. „Nigdy tego nie edytowałem, zostało w pierwotnym kształcie. Przygotowałem 100 sztuk, rozprowadzała je księgarnia Pooles na Charing Cross. Sprzedałem wszystkie”.
Chociaż Penny wspomina ten okres niezbyt sympatycznie, Dave King – jedyny współmieszkaniec z tego okresu – ma bardziej pozytywne reminiscencje: „To było dobre – jedliśmy te ogromne posiłki, jakie robiliśmy w tym czasie – wielką michę ryżu z serem i tymiankiem i czosnkiem. Było to takie proste – każdego dnia zastanawialiśmy się 'Powinniśmy coś zjeść? Jasne, przyrządźmy coś!' Dawało to więcej czasu na myślenie o innych sprawach... albo o niczym!”
Te czasy miały jednakże i swoje wady. „Na swój sposób to były smętne czasy”, mówi. „Za stworzeniem tego domu stała idea pewnego rozmachu, bycia w stanie przyjąć wielu różnych ludzi i idei. Jednak kurczył się – i to był moment krytyczny. Ale sądzę, że tak się często dzieje... zanim wydarzy się coś znaczącego, musi się nic nie dziać. Wszystko zwalnia i się zatrzymuje a potem nagle przybiera – dla mnie to całkiem naturalny proces. Ale można powiedzieć, że to był dołek”.
Gdy Penny ukończył „Reality Asylum”, do wydrukowania użył starej maszyny kopiującej gestetnera zakupionej w czasach Exit, co zostało zainspirowane przez stare hippisowskie gazety, a te z kolei wywodzące się z podobnych przedsięwzięć na zachodnim wybrzeżu USA. „W końcu porzuciłem gestetnera i po prostu używałem matryc do sitodruku ponieważ dawało to ładniejszy efekt”. W ten sposób narodził się sprytnie nazwany Exitstencil Press (gra słów: exit – jako reminiscencja grupy, a dosłownie „wyjście” + stencil – szablon; całość brzmi jak „egzystencjalny” - przyp. tłum.). Pomieszczenie, w którym drukowano do dziś nosi nazwę „drukarnia”.
Eve Libertine: „Utożsamiałam się z tym z feministycznego punktu widzenia. Czytałam wcześniej „The Diamond Signature” i całkowicie to uwielbiałam. Nie rozumiałam szczegółów, ale uwielbiałam. Uwielbiałam narrację. Odnosiłam się do tego z feministycznego stanowiska, chociaż byłam bardzo ostrożna i nie nazwałabym się feministka, tak jak nie określiłabym się anarchistką”.
„Christ's Reality Asylum And Les Pommes De Printemps” używając pełnego tytułu, to dwudziestostronicowy potok filozoficznej prozy (czy też poezji?), która krąży pomiędzy dialogiem z Jezusem, dialogiem ze sobą samym, a dialogiem z czytelnikiem. Jest, hmmm, skrajnie trudny do zrozumienia: „Życie jest empirycznym / konceptem / kwestią / kwestią konceptu / intelektualna ideą / bez przyrodzonej uczciwości / istnieje poza ideą / poza życiem / życie zostaje zniszczone w czasie sekund narodzin / moi rodzice MNIE POTRZEBUJĄ / umierają z MOJEGO powodu / uczyniono ze mnie pod względem fizycznym, intelektualnym i duchowym materialistę, dano skradziony wszechświat i zmuszono bym zapłacił. PRAWDZIWE PRZENIGDY. CZY BYŁO KIEDYKOLWIEK?”
I tak dalej.
Broszura miała początkowo zawierać również zbiór poematów Eve Libertine, ale nie zebrała się do ich napisania.
Mimo szokująco antychrystusowego akcentu, głównego powodu, by zapytać Penny'ego, czy celowo próbował doprowadzić do sprawy sądowej, zdarzały się przypadki tak jawnych ataków na osobowość Chrystusa, czego student malarstwa (a później nauczyciel), Rimbaud bez wątpienia był świadom.
Poza walczącym anty-religijnym przesłaniem „Christ's Reality Asylum”, długotrwałym echem stanie się symbol zaprojektowany by towarzyszyć publikacji. Kiedy Pen ukończył książkę, poprosił Dave'a Kinga, by zaprojektował „mały frontyspis. Wydrukowałem je na tym surowym szarym papierze i miały taki militarystyczny, komunistyczny charakter. Pomyślałem, że fajnie będzie umieścić tam jakieś insygnia”.
W ten sposób Dave wziął się do pracy nad grafiką obejmującą tematykę książki – rodzinę, państwo, kościół – wszelkie struktury władzy. Jak wspomina Rimbaud, zaczął od greckiego symbolu, „gwiazdy życia”, na którą składają się węże wspinające się na pal pośrodku sześcioramiennej gwiazdy, a którą można dziś ujrzeć na wielu brytyjskich ambulansach jako symbol zdrowia. Po kilku wzorach, pokazał to, co miało się stać znane na całym świecie symbolem CRASS. Uderzający czarno biały miszmasz starożytnych i współczesnych symboli, mógł znaczyć różne rzeczy dla różnych ludzi: postaraj się i możesz tam ujrzeć chrześcijański krzyż, Union Jack (flagę Wielkiej Brytanii), swastykę oraz dwa węże pożerające wzajemnie swe ogony. Wygląda jak symbol jaki można by znaleźć w egipskiej piramidzie, czy starodawnej księdze zaklęć.
„Byliśmy jednymi z pierwszych poza gigantami w rodzaju Forda, którzy użyli logo w tak efektowny sposób” zauważa Penny Rimbaud.
Dave King wspomina: „Powiedział, że chciałby coś co sprecyzuje tytuł. Zaczęło się od chrześcijańskiego krzyża z wężem. Ale symbol medyczny? Nie myślałem raczej o tym... wszelkie te symbole są w powietrzu, to archetypy...”
King, w odróżnieniu od Rimbauda, wspomina pierwszy szkic jako krzyż z wężem oplatającym go zygzakiem. Za sprawa ich dwóch, zmienił się i rozwinął poprzez kilka prototypów w symbol ozdabiający okładkę tej książki, większość z ich płyt oraz wiele punkowych kurtek.
Jako, że symbol CRASS zawiera chrześcijański krzyż, pojawiły się sugestie, że wąż reprezentuje szatana. Ale Dave King reaguje niejednoznacznie na ten pomysł: „Było to odbicie gniewu Pena i tego co uważał za niszczycielskie aspekty chrześcijaństwa. W tym znaczeniu wąż był po prostu przeciwko... nie był to wąż Adama i Ewy, to był po prostu kontrapunkt.”
„W Dial House znajdowała się książka z japońskimi herbami rodzinnymi, większość z nich była na planie koła – to coś co reprezentuje klan i pojawia się poniżej kołnierza na kimonach. Zatem węże i krzyż zostały umieszczone w kole, po prostu wydawało się, że ta forma się narzuca, były dwie głowy. Trzecim czynnikiem był pomysł, by można było z tego zrobić szablon. Pomysł szablonów wisiał już jakiś czas w powietrzu. Niemal poprzedzało to pomysł kampanii graffiti. Był taki gość zwany Robert Indiana (właściwie Robert Clark), który tak malował: używał szablonowego liternictwa, a wiele z jego malunków było wpisanych w koło. Stworzył wizerunek słowa „love” gdzie litery „lo” są ponad „ve”; byłem pod wpływem jego prac. Poza tym książka, która zaciekawiła wszystkich „Herbert Stencil”, nazywany artysta szybkiej zmiany. Przez chwilę starałem się być jak Herbert Stencil w szkole, Zawsze interesowało mnie zredukowanie czegoś do samej esencji. By było tak zbite jak tylko się da – nie dające się złamać. Jest w tym pewna jakość nieredukowalności – zbitość pomaga wykreować poczucie rezonansu. Miałem świadomość, że to mocna rzecz.”
„Poza tym broszura, którą przygotowywał Penny była powielana na czymś w rodzaju wczesnego ksero, a on chciał przygotować określoną ilość kopii. W tym czasie nie było pieniędzy, ani dostępu do druku, zatem tym, co było najprostsze – poza odbitkami z ziemniaka – było powielanie, a szablon nadawał się do tego idealnie. Kolejna rzecz to flaga brytyjska. W gimnazjum uczyli nas malować flagę, co jak wiadomo jest bardzo trudne ze względu na to jak nakładają się na siebie krzyże Anglii, Szkocji i Walii, jest w tym pewna asymetria. Jednak nie myślałem świadomie o swastyce. Największą pojedynczą inspiracją były japońskie herby rodzinne.”
Steve Ignorant zobaczył symbol po raz pierwszy, gdy pojawiła się sugestia, by użyć go jako logo CRASS. „Pomyślałem, że wygląda bardzo dobrze – bardzo mądrze. Jedynym, co mi się nie spodobało był fakt, że coś tam wyglądało jak swastyka”. Steve wspomina późniejszy incydent ilustrujący dwuznaczność symbolu: „Stałem przy barze i miałem na sobie zielonego fleka. Miałem malutki emaliowany znaczek CRASS, a zaraz nad nim sowę. Czarny koleś stał przy barze i gapił się na to cały czas... oczywiście z pewnej odległości wyglądało to jak gestapowska gapa – sowa trochę przypominała orła a ten znaczek kojarzył się ze swastyką – szybko go ściągnąłem”.
Małe miał szanse Dave King, by odgadnąć, że znaczek zaprojektowany przez niego na potrzeby domowej publikacji w nakładzie 100 sztuk będzie dziś wszędzie. Jest tatuowany przez punków, obiboków i młodych gniewnych na całym świecie. „Wciąż widzę ten symbol w Kaliforni, na kurtkach czy jako tatuaż” mówi Dave. „Kusi mnie by podejść i powiedzieć ' wiecie, że to zaprojektowałem?' Usłyszałbym pewnie 'spadaj dziadku!' Nie uwierzyliby mi w każdym razie!”