"Single" Piotra Kępskiego to niezła powieść obyczajowa o różnych odmianach współczesnej samotności. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby autor nie próbował naśladować Milana Kundery
W małym mieście nieopodal stolicy dwie 60-letnie, nieznające się kobiety wychodzą z domów, by nigdy więcej do nich nie powrócić. O ich dalszych losach nie wiemy nic - uznane za zaginione, wprowadzają osobliwy ferment w życie swoich porzuconych rodzin - bezradnych mężów i dorosłych dzieci. Przyduszony kryzysem wieku średniego farmaceuta Filip decyduje się więc, pod pozorem poszukiwania zaginionej, na wyjazd do Londynu. Podobną decyzję o emigracji podejmuje też Marta - zakompleksiona, otyła 30-latka. Marta chce umknąć przed cieniem dominującej matki. Filip szuka wytchnienia od swoich frustracji, wspomnień i nijakiej, monotonnej pracy. Czy ta gigantyczna, kipiąca energią metropolia pozwoli zacząć bohaterom nowe życie?
Wkrótce dowiadujemy się, że zależy to od humoru i dobrej woli jednego człowieka - Jakuba, pisarza amatora, jak sam się określa. On właśnie tworzy ową powieść, ciągle zmieniając zdanie na temat tego, o czym w ogóle chciałby napisać. Chodzi mu po głowie jakiś uniwersalny traktat o roli przypadku, ale liczne - nomen omen - przypadki utrudniają mu to zadanie.
Czytając "Singli", miałem wrażenie, że to fragment jakiejś większej całości, ambitnego projektu, którego nie udało się zrealizować - bo był nie do zrealizowania. Zamiast traktatu o przygodności świata i kruchości ludzkiego w nim położenia dostajemy więc kawałek przyzwoitej prozy obyczajowej, dobrze skrojony, sensownie rozegrany, niesugerujący łatwych odpowiedzi. Ale Kępski miał apetyt na więcej - "Single" miały być chyba wariacją na tematy kunderowskie. Stąd wykoncypowana postać pisarza demiurga czy typowe dla autora "Nieznośnej lekkości bytu" przywołanie hasła- -klucza ("przypadek"), wokół którego osnuta jest cała powieść. Rzecz byłaby dużo lepsza, gdyby Kępski darował sobie te epigońskie gesty. Zwłaszcza że ma literackie wyczucie i dojrzałość w kreowaniu bohaterów. Autor nie jest debiutantem - w 2005 roku wydał pod pseudonimem powieść "Druga Ameryka". Książka przemknęła niezauważona. Oby w przypadku "Singli" - historii o różnych odmianach współczesnej samotności - stało się inaczej.
I jeszcze jedna uwaga na marginesie: w "Singlach" pojawiają się chyba ze trzy drugoplanowe postaci o imieniu Andrzej. Mnie zlały się one w jednego uogólnionego Andrzeja: bezimiennego bohatera.
Piotr Kofta "Kultura. Dziennik", 19. 06. 2009