Czytając to, co Piotr Kępski napisał o recenzentach w swojej książce, długo zastanawiałem się, co konkretnie napisać w swojej recenzji. Może to prawda, że „kulturalni ludzie w przerwie między drzemką a czekoladowym batonikiem przebiegają wzrokiem recenzję i czują się zwolnieni z nudnego obowiązku czytania nowych książek”. Dlatego muszę napisać coś, co sprawi, że potencjalny czytelnik nie odkryje całej fabuły po przeczytaniu tych kilku zdań napisanych przeze mnie.
Zatem, co znajdziemy w „Singlach” – drugiej powieści Piotra Kępskiego, a zarazem pierwszej wydanej pod własnym nazwiskiem? Na pewno nie pochwały życia w samotności, erotycznych przygód czy twardej męskiej lektury o kobietach. Mamy za to odrobinę humoru, romansu i przemyśleń o życiu w Polsce XXI wieku. Można powiedzieć, że mimo płci autora, „Single” stylizowane są na powieść kobiecą w stylu Izabeli Sowy. Chociaż jest wzbogacona o męskie, analityczne spojrzenie na opisywane problemy.
Kępski opowiada historię trzech osób, których losy zostają nieoczekiwanie splecione ze sobą: cierpiącej na nerwicę natręctw Marty, cierpiącego z powodu zaginięcia matki Filipa oraz cierpiącego z powodu niespełnienia pisarza-amatora Jakuba. Jak więc widać sielanki nie ma, ale trochę czarnego humoru się tu znajdzie. Co dziwne, w powieści występują aż trzej narratorzy, utrudnia to nieco odbiór i zrozumienie fabuły. Zdziwiło mnie też dość częste używanie dużych liter, co kojarzy mi się z blogami egzaltowanych nastolatek.
Po lekturze „Singli” można odczuć, że Kępski dopiero się rozkręca i jeszcze nie pokazał, na co go stać. Piotr pisze poprawnie, lekko filozoficznie, ale wciąż jeszcze brakuje mu czegoś, co wyróżniłoby go w masie polskich pisarzy.